Ludzie pytają

Dziś nieco z innej strony! Z pewnością mniej kardiologicznie… Może nawet mniej medycznie… Lecz spokojnie! Kontrowersyjne kwestie polityczne także pozostawię w spokoju. Dziś chciałbym napisać o codzienności prowadzenia bloga i wynikających z tego perypetiach.

Jak się okazuje Kardiologię Ratunkową prowadzę już ponad dwa lata. Tak, wiem… Staż nie powala na kolana i w niczym nie umywa się do moich kolegów (tak, tak Grzesiek! Myślę właśnie o Tobie!). Niemniej jednak nawet ten krótki okres czasu uderzania w komputerową klawiaturę przyniósł parę ciekawych sytuacji, którymi jak sądzę warto się podzielić.

Nie tylko medycy

Myślałby kto, że blog medyczny jest dla medyków… Bynajmniej! Jak się okazuje teksty o uniesieniach odcinka ST i niemiarowych QRS-ach czytuje wiele osób, które z medycyną mają tyle wspólnego co ja z mechaniką samochodową. Niegdyś w rozmowie z Kubą Nelle na temat „misji” działania w sferze social media, będąc zupełnie trzeźwymi, doszliśmy do niezwykle filozoficznego wniosku, że podobna do naszej działalność może poprawić wizerunek polskiego ratownictwa medycznego. Cóż… Czy pisząc ten i poprzednie teksty poprawiam wizerunek czegokolwiek nie jestem do końca pewien. Jestem natomiast stuprocentowo przekonany, że staję się źródłem wiedzy medycznej dla szarego obywatela, który wielokrotnie zwraca się za pośrednictwem Facebooka z rozmaitymi problemami. I tak niemalże co tydzień na skrzynkę mailową Kardiologii Ratunkowej spływają maile z pytaniami i prośbami o poradę. Tłumaczę, że jestem ratownikiem medycznym. Wyjaśniam, że nie zajmuję się poradami lekarskimi. Informuję, że w podobnych kwestiach należy zgłosić się do lekarza rodzinnego. I co? I nic… Maile spływają nadal…

 

O co ludzie pytają

Problemy z jakimi ludzie zwracają się do Kardiologii Ratunkowej są przeróżne. Jedna z facebookowiczek, której od pół godziny rośnie ciśnienie pyta jakie leki ma przyjąć, bo przyjęła już wszystkie możliwe a ciśnienie… Nadal rośnie! Innym razem młoda mama pyta, czy wykryty niedawno przetrwały otwór owalny u jej syna zarośnie się sam, czy też potrzebna będzie operacja kardiochirurgiczna. Oskara roku otrzymała jednak pani z Gdańska, która wysłała mi 14 zdjęć zmiany skórnej z prośbą o diagnozę. Spodziewałem się wszystkiego, ale proszę mi wierzyć, że sesja zdjęciowa ropiejącej krosty w okolicy bikini przebiła wszystko! Mało tego… Wyjaśnienia, że jestem ratownikiem medycznym a nie lekarzem dermatologiem oraz tłumaczenie, że portal omawia problemy kardiologii w ratownictwie medycznym i jakby nie patrzeć okolica bikini niewiele ma wspólnego z problemami układu krążenia, nie pomagały przez dwa tygodnie. Na koniec pani z krostą, nie omieszkała w sposób nader bezpośredni wyrazić się o moich kompetencjach w zakresie dermatologii, po czym obraziła się i przestała pisać. Cóż… W sprawie mojej znajomości dermatologii miała rację!

 

Ludzie nie zawsze są zrównoważeni

Pewien czas po wydaniu przeze mnie książki jeden z facebookowiczów zwrócił się do mnie z prośbą o ocenę elektrokardiogramu. Odpowiedź była taka sama jak zawsze: nie zajmujemy się poradami lekarskimi, rozsądnym byłoby zgłosić się do lekarza rodzinnego. Mimo mojej, wydawałoby się, stanowczej odpowiedzi na skrzynkę Kardiologii Ratunkowej zaczęły spływać zdjęcia elektrokardiogramów. W zasadzie nie były to elektrokardiogramy a zdjęcia ekranu podręcznego urządzenia do monitorowania akcji serca. Nawet, gdybym chciał pomóc temu człowiekowi, to ów rejestrator EKG zapisywał wyłącznie jedno odprowadzenie, zatem jakakolwiek poważna analiza zapisu nie była możliwa. Odmówiłem po raz drugi… Po raz trzeci… I po raz czwarty także… Za każdym razem w odpowiedzi otrzymywałem coraz to nowe informacje z historii choroby mężczyzny. W końcu po prostu przestałem odpisywać.

W niespełna tydzień po ostatniej wiadomości jaką otrzymałem od zafrasowanego swoim elektrokardiogramem człowieka odebrałem telefon z pracy. Poinformowano mnie, że do pogotowia, w którym pracuje wydzwania jakiś, prawdopodobnie mało zrównoważony człowiek, proszący o podanie mojego prywatnego telefonu. Facet chciał skontaktować się ze mną w sprawie analizy jakiegoś elektrokardiogramu oraz konsultacji. Odmówiłem podania mojego telefonu. Śmiechu było kupę do czasu, gdy skojarzyłem tą sytuację z facebookową rozmową. Mało tego! Okazało się, ze człowiek wydzwaniał także do drugiego miejsca, w którym pracuję. Również z tą samą prośbą. Na szczęście nikt nie udostępnił mu mojego numeru telefonu.

Era doktora google

Poważnie zastanawiam się dlaczego ludzie tak poważnie bagatelizują swój stan zdrowia. Rozumiem, że telemedycyna jest przyszłością, niemniej jednak w wielu kwestiach nie zastąpi ona osobistego kontaktu pacjenta z lekarzem. Internetowe poszukiwania diagnozy na facebooku, grupach społecznościowych, czy forach tematycznych mogą przynieść więcej kłopotów niż zwolnienie się z pracy celem pójścia do lekarza rodzinnego. Tak, wiem… Siedzenie w przychodnianej kolejce nie jest niczym miłym dla nas, młodych jeszcze osób. Dostęp do niektórych przychodni podstawowej opieki lekarskiej bywa ograniczony. Niemniej jednak największą głupotą jaką można zrobić jest poszukiwanie odpowiedzi na temat swojego stanu zdrowia w internecie.

About the author /


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o