Całkiem subiektywna recenzja

Kilka dni temu na rynku wydawnictw medycznych pojawiła się nowa publikacja dotycząca kwalifikowanej pierwszej pomocy. Jak wynika z jej opisu dostępnego na stronach internetowych wydawcy, książka autorstwa Mariusza Chomoncika, Jacka Niteckiego oraz Wiesława Poprada o lakonicznym tytule “KPP w KSRG” przeznaczona jest nie tylko dla ratowników KSRG ale również ratowników medycznych oraz wszystkich osób współpracujących z systemem Państwowego Ratownictwa Medycznego. Cóż… Nie mogłem odmówić sobie jej zakupu!

Z czystym sumieniem muszę przyznać, że realizacja zamówienia przez PZWL Wydawnictwo Lekarskie była niemal ekspresowa. Już w trzeciego dnia od zakupu książki w sklepie internetowym wydawcy mogłem cieszyć się zapachem świeżej farby drukarskiej. Jakość wydania nie pozostawia wiele do życzenia. No, może warto byłoby pomyśleć nad większą gramaturą papieru ale to już naprawdę szczegół. Ogólne wrażenie jakie wywiera książka pod względem fizycznym jest bardzo pozytywne. Tak też należy ocenić prostą grafikę strony tytułowej.

Biorąc pod uwagę efekt pracy wydawcy głęboko ubolewam nad kontrastem pomiędzy jakością wydania a jakością dydaktyczną i merytoryczną publikacji. Wydaje się, że autorzy mylą kwalifikowaną pierwszą pomoc z ratownictwem medycznym, co w instytucji której są przedstawicielami jest normą. Być może wynika to ze zbyt szerokiej grupy docelowej. Wszak książkę dotyczącą kwalifikowanej pierwszej pomocy zaadresowano nie tylko do najbardziej zainteresowanych tematem ratowników KSRG ale i personelu medycznego. Pytanie tylko, czy ten ostatni odniesie jakikolwiek pożytek z implementacji przestarzałych już procedur. Cóż, stare polskie przysłowie mówiące, że jeśli coś jest do wszystkiego, prawdopodobnie jest do niczego, wydaje się dobitnie opisywać jakość dydaktyczną i merytoryczną publikacji.

Pogwałcone zasady dydaktyki

Warto pamiętać, że kwalifikowanej pierwszej pomocy udzielają w przeważającej większości przypadków osoby, które nie posiadają wykształcenia medycznego. Ani 66-godzinny kurs, ani omawiana tu publikacja nie stworzy medyka z listonosza, handlowca, taksówkarza czy nawet strażaka zawodowego. Ratownik nie udziela kwalifikowanej pierwszej pomocy kilkanaście razy w ciągu dnia. Czyni to okazjonalnie o czym autorzy wyraźnie zapominają. Przekaz jaki płynie do osoby okazjonalnie podejmującej czynności ratownicze musi być:

  1. Odpowiednio dobrany (zasada doboru treści);
  2. Odpowiednio przekazany (zasada przystępności);
  3. Pozbawiony zbędnej medykalizacji języka

Żaden z tych punktów nie znajduje odzwierciedlenia a publikacji Chomoncika i wsp. Treści dydaktyczne dobrane są w sposób nieprawidłowy. Wielu elementów przekazywanej wiedzy ratownik nie może wykorzystać w ramach udzielanej kwalifikowanej pierwszej pomocy. Oto kilka przykładów:

  1. Na stronie 32, w miejscu gdzie autorzy omawiają wrażenie ogólne czytamy cyt.: “ułożenie ciała (np. odkorowanie – zgięte ramiona, wyprostowane kończyny, odmóżdżenie – wyprostowane kończyny górne i dolne; ułożenia te świadczą o poważnych zaburzeniach czynności mózgu)”. Informacje te zyskują następnie powtórzenie na stronie 118 podczas omawiania urazów głowy. Biorąc pod uwagę fakt, że rozpoznanie odmóżdżenia lub odkorowania nie zmienia nic w udzielanej kwalifikowanej pierwszej pomocy treści zostały dobrane niewłaściwie. Prawdopodobnie po kilku miesiącach ratownik nie będzie w stanie wymienić cech odkorowania i odmóżdżenia lub będzie je po prostu mylił.
  2. Również na stronie 32, w miejscu gdzie autorzy omawiają stosowanie ucisku bezpośredniego w przypadku krwawienia czytamy cyt. “[…] stosując ucisk bezpośredni (miejscowe uciśnięcie rany przez około 4 minuty – czas potrzebny do wytworzenia skrzepu, lub dłużej – w przypadku zaburzeń krzepnięcia) […]”. Ciśnie się na usta pytanie, czy w ramach kwalifikowanej pierwszej pomocy możliwa jest ocena zaburzeń krzepnięcia aby ucisk utrzymywać dłużej niż cztery minuty? A może to właśnie na podstawie braku jego skuteczności ratownik ma rozpoznać lub podejrzewać zaburzenia krzepnięcia? Rzecz jasna jest to kolejny przykład pogwałcenia zasady doboru treści oraz przystępności.
  3. Strona 43 również przynosi ciekawy fragment, w którym czytamy cyt. “Osoby potrzebujące pomocy – z podejrzeniem ostrego zespołu wieńcowego (OZW), u których występuje ból w klatce piersiowej, ale nie stwierdza się duszności, obrzęków obwodowych, szybkiego męczenia się oraz hipoksemii (obniżenia zawartości tlenu we krwi tętniczej), nie wymagają podawania tlenu”. Moje wątpliwości budzi to, czy ratownik nie posiadający jakiegokolwiek doświadczenia klinicznego jest w stanie rozpoznać obrzęki ciastowate kończyn dolnych. Po drugie zastanawia mnie, w jaki sposób ma ocenić występowanie szybkiej męczliwości. Natomiast informowanie o hipokremii – tu szczęśliwie wyjaśnionej – stanowi zbędną medykalizację treści oraz przeczy zasadzie przystępności.
  4. Na stronie 119 odnajdujemy informację dotyczącą oceny źrenic poszkodowanego cyt. “Źrenice (poszerzone, nie reagują na światło -> prawdopodobne uszkodzenie pnia mózgu; poszerzone, reagują na światło -> uszkodzenie często ma charakter odwracalny; jednostronne poszerzona źrenica, reaguje na światło -> objaw wzrostu ciśnienia śródczaszkowego)”. Znów pojawia się pytanie, co zmienia w postępowaniu ratownika uszkodzenie pnia mózgu. Po raz kolejny autorzy dali wyraz ignorancji zasad nauczania.
  5. Dwie strony dalej odnajdujemy opis krwiaków wewnątrzczaszkowych. Autorzy edukują ratownika w zakresie rozpoznawania krwiaka nad- i podtwardówkowego oraz wewnątrzmózgowego. Pojawia się przy tym informacja, że porażenie połowicze w przypadku krwiaka nadtwardówkowego pojawia się po stronie przeciwnej do lokalizacji krwawienia. No tak! Ma to olbrzymie znaczenie dla ratownika bo przecież to, czy krwiak dotyczy prawej lub lewej półkuli ma wręcz krytyczne znaczenie dla udzielanej kwalifikowanej pierwszej pomocy. Personel medyczny zwykł stawiać rozpoznanie krwiaków śródczaszkowych na podstawie badań obrazowych. Tym czasem Chomoncik i wsp. nauczają osoby udzielające kwalifikowanej pierwszej pomocy rozpoznawania ich na podstawie występujących objawów przedmiotowych.
  6. Całkowitym odrealnieniem jest natomiast rozdział 8. Ratownik po raz kolejny uzyskuje ogrom niepotrzebnej mu wcale wiedzy. Nie wydaje mi się, żeby w ramach KPP można było rozpoznać masywne krwawienie do jamy opłucnej, tamponadę serca, czy stłuczenie serca. Pracuję krótko, bo zaledwie nieco ponad dziesięć lat, ale nigdy w karetce nie rozpoznałem urazowego pęknięcia przepony, rozdarcia przepony lub stłuczenia płuca. Cóż… Wyraźnie jestem mniej doświadczony od ratownika udzielającego kwalifikowanej pierwszej pomocy, który od Chomoncika i wsp. otrzymuje solidną wiedzę na ten temat.
  7. Na stronie 192 odnajdujemy szczegółowy opis zespołu zmiażdżenia. Czytamy cyt. “Dochodzi między innymi do wzrostu stężenia mioglobiny w surowicy, hiperkaliemii oraz spadku ciśnienia tętniczego krwi w wyniku zatrzymania płynów w kończynach”. Pytanie, czy strażak OSP czytający ów książkę wie czym jest mioglobina oraz hiperkaliemia albowiem autorzy nie raczyli pojęć tych wyjaśnić. Zresztą po co to czynić skoro wiedza ta nie jest w żaden sposób ratownikowi potrzebna. Kłania się zatem zasada doboru treści.
    Pozostając w wątku dotyczącym zespołu zmiażdżenia, na sąsiedniej stronie Chomoncik i wsp. piszą cyt. “Konieczna jest ścisła współpraca z ZRM, ponieważ w postępowaniu ratowniczym na etapie przedszpitalnym należy uwzględnić przetaczanie dużej objętości 0,9% NaCl oraz postępowanie przeciwbólowe“. Pytanie, gdzie kończy się kwalifikowana pierwsza pomoc i czym uzasadnione jest opisywanie w książce jej dotyczącej postępowania zespołu ratownictwa medycznego. Już widzę osoby, którym autorzy – powiedzmy wprost – namącili w głowach swoją książką wtrącające się w medyczne czynności ratunkowe i poprawiające zespół ratownictwa medycznego.
  8. Na stronie 224 podczas opisywania zatrucia cyjankami autorzy podają cyt. “Cyjanek blokuje metabolizm komórkowy, działając hamująco na system cytochromów […]”. Wychodzą tym samym z założenia, że pojęcie cytochromu jest powszechnie znane każdemu ratownikowi udzielającemu KPP. Informacja ta jest zupełnie zbędna dla postępowania w rakach kwalifikowanej pierwszej pomocy będąc przez to niezgodną z zasadą doboru treści oraz przystępności.
  9. Kompletną dydaktyczną klapa jest rozdział 17 opisujący postępowanie ratownika w zaburzeniach krążeniowo-oddechowych w stanach nieurazowych. Dlaczego jest to klapa? Ponieważ Chomoncik i wsp. polecają ratownikowi rozpoznawać i różnicować dusznicę bolesną i zawał mięśnia sercowego, astmę oskrzelową i przewlekłą obturacyjna chorobnę płuc. Pytam się jak ratownik ma tego dokonać?! Bardzo chciałbym poznać uzasadnienie autorów.

W ramach drobnej polemiki z Czytelnikami

Kiedy zwróciłem uwagę na błędy dydaktyczne w omawianej tu publikacji na facebookowym profilu część Czytelników stwierdziła, że przecież w podobnych książkach pisać można wszystko. Być może zasieje to ziarno pasji skłaniając ratownika do studiowania w przyszłości nauk medycznych. Odpowiem: OK! Czemu zatem nie opisać w książce poświęconej kwalifikowanej pierwszej pomocy intubacji dotchawiczej, kardiowersji elektrycznej lub techniki zabiegu appendektomii? No przecież może to przyczynić się do rozwoju zainteresowania medycyną! A tak zupełnie poważnie, wszystko zależy od celu jaki przyświeca publikacji. Jeśli piszę dla osób bez wykształcenia medycznego – piszę bez zbędnej medykalizacji języka. Jeśli piszę o kwalifikowanej pierwszej pomocy – opisuję czynności z jej zakresu, stronię od nauczania rozpoznawania rzeczy, które można rozpoznać dopiero w szpitalu. Kwalifikowaną pierwszą pomoc należy możliwie upraszczać ułatwiając przyswajanie jej treści a nie komplikować!

Szereg błędów merytorycznych

Jakiś czas temu pisałem o systemie szkolenia oraz jakości udzielanej kwalifikowanej pierwszej pomocy. Przytoczone wówczas na wstępie dane z kilku badań nie napawały optymizmem. Trudno oczekiwać po ratownikach podejmowania wysokiej jakości czynności ratujących życie skoro otrzymują oni do rąk publikacje zawierające rażące błędy merytoryczne. A tych w książce Chomoncika i wsp. jest wiele:

  1. Autorzy w odniesieniu do urządzenia EasyCap II używają niesłusznie określenia “kapnometr”. Zważywszy na fakt, że kapnometr jest urządzeniem mierzącym i wyświetlającym aktualny poziom dwutlenku węgla w powietrzu wydychanym, właściwszym określeniem dla urządzenia EasyCap II jest “wskaźnik dwutlenku węgla w wydychanym powietrzu”. Sami autorzy na stronie 48 książki podkreślają, że cyt. “Są to urządzenia jednorazowe, ponieważ kolor nie zmienia się podczas każdego kolejnego wdechu” tym samym nie są zdolne do informowania o aktualnym poziomie dwutlenku węgla w wydychanym powietrzu informując jedynie o obecności tego gazu zaraz po podłączeniu urządzenia.
  2. Na stronie 50 i 51 twórcy książki informują o konieczności rozpoczęcia resuscytacji krążeniowo-oddechowej, gdy cyt. “[…] ratownik nie stwierdza obecności tętna lub nie jest pewien jego obecności, a jednocześnie nie występują oznaki życia […]“. Mimo, że jest to w pełni zgodne z naukami medycznymi warto zauważyć, że strażacka procedura nr 2 (tj. sekwencja medycznych działań ratowniczych) oraz nr 3 (tj. postępowanie w zatrzymaniu krążenia u dorosłych) zaleca rozpoczęcie RKO wyłącznie na podstawie braku prawidłowego oddechu nie wspominając o ocenie jakiegokolwiek tętna oraz oznak zachowanego krążenia. Czyżby zatem publikacja Chomoncika i wsp. była niespójna z aktualnymi procedurami? A może to procedury są nieaktualne?
  3. Na stronie 57 dostrzec można merytoryczną nieścisłość. Autorzy podają cyt. “Po ocenie szyi należy założyć kołnierz szyjny unieruchamiający kręgosłup“. Po pierwsze, sam kołnierz szyjny w żaden sposób nie stabilizuje kręgosłupa (nawet jego odcinka szyjnego). Pod drugie, według współczesnych zaleceń ITLS z którymi autorzy deklarują pełną zgodność ich dzieła, zastosowanie kołnierza szyjnego nie ma charakteru obligatoryjnego.
  4. Ponowna niezgodność z procedurami KPP pojawia się już na stronie 87 omawianej tu książki. Autorzy omawiając postępowanie w tonięciu, po wykonaniu pięciu oddechów ratowniczych stoją na stanowisku cyt. “Po ich wykonaniu w warunkach normoterii w ciągu 10 sekund powinien dokonać oceny oznak krążenia: występowania tętna na tętnicy szyjnej a w przypadku wątpliwości, czy ono jest obecne, oceny obecności jakiegokolwiek ruchu, kaszlu lub prawidłowego oddechu”. Warto podkreślić, że procedura nr 17 (tj. tonięcie) po przeprwoadzeniu sekwencji medycznych działań ratowniczych zaleca cyt. “Zatrzymanie krążenia. RKO rozpoczyna się od 5 oddechów ratowniczych, następnie uciśnięcia klatki piersiowej“. Czyżby autorzy nie znali procedur? A może jednak pewien krnąbrny bloger jadąc nie tak dawno po procedurach KPP miał trochę racji, że są one nieaktualne?
  5. Kolejny błąd merytoryczny, na poziomie początkującego instruktora BLS, dostrzegalny jest na stronie 88. Autorzy podając do kiedy należy kontynuować RKO twierdzą, że można ją przerwać w przypadku cyt. “przybycia na miejsce zespołu o wyższym poziomie kwalifikacji“. Dotychczas uczono mnie, że czynności resuscytacyjne można przerwać w chwili przejęcia ich przez przybyły na miejsce zdarzenia zespół ratownictwa medycznego. Wszak samo przybycie na miejsce nie oznacza, że czynności zostają od razu przejęte.
  6. Czytając opis “KPP w KSRG” natknąłem się na stwierdzenie, że publikacja jest zgodna z aktualnymi wytycznymi ERC. Tym czasem autorzy na stronie 104 podają cyt. “u noworodków uciśnięcia powtarzaj z częstością nie mniejszą niż 120/min“. Przyznam, że w sprawach dotyczących dzieci nie czuję się biegły, niemniej jednak przeszukałem cały rozdział poświęcony resuscytacji noworodków bezpośrednio po urodzeniu oraz zaawansowanym zabiegom resuscytacyjnym u dzieci i nie znalazłem dowodów potwierdzających przytoczoną przez autorów tezę.
  7. Na stronie 189 w odniesieniu do rany z intensywnym krwawieniem w obrębie kończyn widnieje informacja cyt. “Zatamowanie krwawienia. W miarę możliwości uniesienie kończyny do góry.” a następnie stronę dalej “Ucisk na tętnicę ramienną. Ucisk na tętnicę udową.”. Przy czym technika wywierania ucisku na wspomniane naczynia została opatrzona adekwatnymi rysunkami. Jest to oczywiście bzdura! Wypada autorom przypomnieć, że zgodnie ze stanowiskiem ILCOR nie ma wystarczających dowodów, które pozwalałyby zalecać stosowanie ucisku na tętnicę oraz uniesienie kończyn celem kontroli krwawienia (źródło). Z tego też powodu czynności te AHA określiło na podstawie nierandomizowanych badań jako zalecenie III klasy (źródło).
  8. Na stronie 193 czytamy cyt. “W przypadku przygniecionych kończyn należy założyć opaskę zaciskową (jeżeli istnieje taka możliwość), nie stosuj ucisku. Ucisk należy zastosować w momencie podniesienia obiektu jeżeli doszło by do masywnego krwotoku“. Postępowanie to jest błędne albowiem pierwszorzędnym celem w przypadku podejrzenia zespołu zmiażdżenia nie jest kontrola krwawienia. Wszak zmiażdżeniu kończyn nie zawsze towarzyszyć musi krwawienie. Celem tym jest ochrona przed redystrybucją toksyn powstałych w zespole zmiażdżenia: wspomnianej poniekąd na wcześniejszej stronie mioglobiny oraz ładunku potasu, który może depresyjnie wpływać na mięsień sercowy. Aby uniemożliwić “wypłukanie” tych związków chemicznych z odciętej dotychczas części układu krążenia konieczne jest założenie stazy taktycznej tuż przed podniesieniem przygniatającego obiektu.
  9. Na stronie 209 w odniesieniu do wstrząsu kardiogennego czytamy cyt. “Przyczyny: tamponada serca, stłuczenie serca, zawał mięśnia sercowego, odma opłucnowa“. Rzecz jasna autorzy popełniają rażący merytoryczny błąd. Wstrząs kardiogenny – idąc za Hinshaw’em i Cox’em – powodowany jest przez upośledzenie kurczliwości mięśnia sercowego. Tamponada osiedzia oraz odma opłucnowa w żaden sposób nie wpływają na kurczliwość mięśnia sercowego a na jego napełnianie. Tym samym są to przyczyny wstrząsu obturacyjnego a nie kardiogennego (źrodło).
  10. Na stronie 226 Chomoncik i wsp. w przypadku oparzenia termicznego polecają bezwzględnie cyt. “Usunięcie odzieży i biżuterii z oparzonej powierzchni“. Można by rzec, że autorzy polecają ratownikom obdzierać poparzone osoby ze skóry! Zapomniano przy tym, że przeważająca większość obecnych tekstyliów to materiały termoplastyczne. Pod wpływem wysokiej temperatury wtapiają się w powierzchnię ciała. Bezwzględne usuwanie odzieży prowadzi tym samym do pogłębienia obrażeń ciała. Należy wyjaśnić: usunięcie odzieży jest możliwe, jeśli ta nie jest wtopiona w powierzchnię ciała. W tym przypadku należy ją pozostawić traktując niczym “drugą skórę”.
  11. Na stronie 27a autorzy opisują objawy astmy oskrzelowej oraz przewlekłej obturacyjnej choroby płuc. Są to choroby przewlekłe natomiast opisywane objawy (np. nagła silna duszność) dotyczą jedynie zaostrzeń wspomnianych schorzeń.

Granice kwalifikowanej pierwszej pomocy

Kiedy w 2006 roku powstawało pojęcie kwalifikowanej pierwszej pomocy w ustawie jasno opisano jej zakres. Przykro jest to pisać ale przez ostatnie dziesięciolecie obserwujemy rozmaite próby wypaczania kwalifikowanej pierwszej pomocy przez osoby zarządzające Krajowym Systemem Ratowniczo-Gaśniczym. Z osób, których celem jest zabezpieczenie stanu poszkodowanego przed dalszym jego pogarszaniem do czasu przybycia personelu medycznego próbuje się na siłę tworzyć medyków, którzy otrzymują wiedzę z zakresu ratownictwa medycznego. Do czego to zmierza?!

Autorzy w jednym z pierwszych rozdziałów dotykają problemu pulsoksymetrii w kwalifikowanej pierwszej pomocy. Autorzy piszą cyt. “W Wytycznych Resuscytacji 2015 zaleca się u osób, u których jest zachowane spontaniczne krążenie, prowadzenie tlenoterapii w taki sposób, aby saturacja utrzymywała się w przedziale 94-98% lub – w przypadku przewlekłej obturacyjnej choroby płuc – w przedziale 88-92%”. Jest to prawdą! Niemniej jednak autorzy zapominają, że zalecenia te nie znajdują się w rozdziale poświęconym podstawowym zabiegom resuscytacyjnym, czy pierwszej pomocy a w rozdziale dotyczącym zaawansowanych zabiegów resuscytacyjnych! Pytanie zatem, czy autorzy uważają kwalifikowaną pierwszą pomoc za czynności zaawansowane? Rozumiem, że pulsoksymetr jest urządzeniem dostępnym na terytorium naszego kraju bez przepisu lekarza lub specjalnych pozwoleń. Może być tym samym wykorzystywany w ramach pierwszej pomocy. Ale na zakup defibrylatora manualnego, laryngoskopu, czy narzędzi chirurgicznych również nie potrzeba recepty. Czy to oznacza, że powinny być one wykorzystywane w ramach kwalifikowanej pierwszej pomocy?

Chomoncik i wsp. najwyraźniej zapominają, że zaawansowane czynności resuscytacyjne to nie pierwsza pomoc.

Dalej Chomoncik i wsp. piszą cyt. “Dopiero zastąpienie kapnometrów jakościowych ilościowymi pozwala na ciągłe monitorowanie prowadzonej wentylacji. W Wytycznych Resuscytacji 2015 podkreśla się, że ciągłe monitorowanie EtCO2 (końcowo-wydechowe stężenie dwutlenku węgla) podczas resuscytacji krążeniowo-oddechowej (RKO) może służyć jako wskaźnik jej jakości”. Ponownie zalecenie stosowania kapnometrii w procesie resuscytacji krążeniowo-oddechowej dotyczy zaawansowanych czynności resuscytacyjnych a nie pierwszej pomocy! Jeśli autorzy twierdzą inaczej, chętnie poznam badania dowodzące wzrostu przeżywalności pacjentów, którym ratownicy w ramach kwalifikowanej pierwszej pomocy wdrożyli pomiar EtCO2. Tylko czy autorzy przewrotnych idei posiadają jakiekolwiek dowody naukowe na swoje pomysły? Szczerze wątpię. Poprzez nieodpowiedzialność przedstawicieli jednostek ochrony przeciwpożarowej osiągamy skomplikowanie KPP, co znacznie utrudnia jej udzielanie osobom, które czynności te podejmują okazjonalnie. Z tego też powodu

należy dołożyć wszelkich starań, aby kwalifikowaną pierwszą pomoc możliwie maksymalnie uprościć oddzielając ją od zaawansowanych czynności ratujących życie. Tylko poprzez maksymalne jej uproszczenie można uzyskać maksymalizację efektywności podjętych czynności. Chore idee organizatorów KSRG w zakresie rozwoju KPP nie są poparte jakimikolwiek badaniami naukowymi i mogą być szkodliwe dla pacjentów.

Doskonały przykład stanowią kursy BLS-AED certyfikowane przez ERC. Cieszą się one dużą efektywnością procesu kształcenia. Ale czy w ich trakcie naucza się pulsoksymetrii? Czy zaleca się stosowanie kapnometrii? Nie! Wysoka efektywność procesu dydaktycznego wynika z tego, że osoby tworzące kursy nie dawały upustu chorym ambicjom tworzenia z laików personelu medycznego. Szkoda, że tego samego nie można powiedzieć o procesie szkolenia w zakresie KPP.

Podsumowując

Książka autorstwa Mariusza Chomoncika, Jacka Niteckiego i Wiesława Poprada zatytułowana “KPP w KSRG” wydana nakładem PZWL Wydawnictwa Lekarskiego:

  • cieszy się wysoką jakością wydawniczą;
  • posiada wiele błędów z zakresu dydaktyki pierwszej pomocy;
  • posiada szereg błędów merytorycznych;
  • przedstawia wiedzę nie zawsze zgodną z procedurami kwalifikowanej pierwszej pomocy;
  • myli pojęcia kwalifikowanej pierwszej pomocy z zaawansowanymi czynnościami resuscytacyjnymi i ratownictwem medycznym.

Dzięki temu czytelnik:

  • uzyskuje szereg wiedzy niepotrzebnej do udzielania kwalifikowanej pierwszej pomocy;
  • staje się przeciążony informacjami medycznymi;
  • uzyskuje mylne pojęcie na temat miejsca kwalifikowanej pierwszej pomocy w łańcuchu ratunkowym;

Mając na względzie powyższe należy publikację uznać za mało przydatną a miejscami wręcz szkodliwą dla dydaktyki kwalifikowanej pierwszej pomocy. Powiem więcej! Nowa publikacja nie godna jest leżeć obok wydanej dwa lata temu, świetnej publikacji Andrzeja Kopty, Jakuba Mierzejewskiego i Gabriela Kołodzieja zatytułowanej “Kwalifikowana pierwsza pomoc”.

Uwaga! Wszystkie fragmenty zacytowano na podstawie art. 29 ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U. 1994, nr 24, poz. 83 ze zm. późn.) celem polemiki i analizy krytycznej.

Tagged with:     , ,

About the author /


Dodaj komentarz

8 komentarzy do "Całkiem subiektywna recenzja"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kajetab
Gość

Świetna recenzja, niestety, łączenie treści dla ratowników KPP i personelu medycznego rzeczywiscie przynosi w tym wypadku opłakany skutek. Jedna uwaga, wskaźnik EasyCap zmienia kolor w czasie kolejnych oddechów, udali mi się nawet kiedyś nagrać filmik, który to dobrze pokazuje w realnej sytuacji.

Humbak
Gość
“Kiedy w 2006 roku powstawało pojęcie kwalifikowanej pierwszej pomocy…” – chyba jednak trochę wcześniej niż w 2006. W 1999 roku opracowano „Wytyczne Komendanta Głównego PSP w sprawie realizacji zadań z ratownictwa medycznego dla strażaków-ratowników KSRG”. W latach 1999-2004 szkolenia z ratownictwa medycznego dla strażaków ratowników KSRG odbywały się w oparciu o zawarty w w/w wytycznych 45-godzinny program szkolenia. Od stycznia 2005 roku – do czasu wejścia w życie ustawy z dnia 6 września 2006 roku o Państwowym Ratownictwie Medycznym – szkolenia strażaków w zakresie ratownictwa medycznego prowadzone były w oparciu o 64-godzinny program nauczania zamieszczony w znowelizowanych „Wytycznych KG PSP… Czytaj więcej »