Zgon stwierdzą w SOR!

Ostatnia nowelizacja ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym dała ratownikowi medycznemu możliwość odstąpienia lub zaniechania podejmowania medycznych czynności ratunkowych. Celem takowego zapisu było usprawnienie funkcjonowania systemu albowiem bez niego podstawowe zespoły ratownictwa medycznego zmuszone były podejmować medyczne czynności ratunkowe nawet wobec osób, u których występowały pewne oznaki śmierci. Paradoksalnie umożliwienie odstąpienia od czynności jedynie skomplikowało pracę zespołów ratownictwa medycznego. Nic zatem dziwnego, że Ministerstwo Zdrowia w piśmie do Wojewodów z końca grudnia ubiegłego roku próbuje wyprostować sytuację.

Wydaje się, że w przedstawionym powyżej piśmie Ministerstwo Zdrowia wykazuje się brakiem znajomości jakichkolwiek realiów działania systemu. Po pierwsze, fakt że zespół ratownictwa medycznego nie może być dysponowany do stwierdzenia zgonu jest znany wszystkim pracownikom od dyspozytorni medycznych po zespoły pogotowia ratunkowego. Problem jednak w tym, że drobna gra słów osób wzywających polegająca na wyrażeniu “nieprzytomny, nie oddycha” zamiast “znaleziony nieżyjący” lub “znaleziony zgon” zmienia charakter wyjazdu. Sprawia to, że współczesnym problemem zespołów ratownictwa medycznego nie jest odstępowanie od czynności resuscytacyjnych w przypadku nagłego zatrzymania krążenia w karetce. Problemem jest sytuacja, w której zespół po przybyciu na miejsce zdarzenia rozpoznaje pewne oznaki śmierci i odstępuje od dalszych czynności rozpoznając zgon. Tak! Rozpoznając albowiem postawienie rozpoznania medycznego jest czymś zupełnie innym niż stwierdzenie zgonu będące czynnością formalno-administracyjną przysługującą praktycznie wyłącznie lekarzowi. I tak Ministerstwo Zdrowia w piśmie nie rozwiązuje najczęstszego problemu.

Każdy radzi sobie jak może.

Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej z dnia 3 sierpnia 1961 roku w sprawie stwierdzania zgonu i jego przyczyny (Dz.U. 1961, nr 33, poz. 202) obowiązek stwierdzenia zgonu spoczywa na lekarzu, który jako ostatni w ciągu 30 dni przed zgonem udzielał choremu świadczeń zdrowotnych. Jeśli w ciągu ostatniego miesiąca chory nie był leczony, obowiązek ten spada na lekarza lub felczera sprawującego opiekę nad rejonem, w którym znajdują się zwłoki. Problem jednak w tym, że współczesny model organizacji systemu ochrony zdrowia nie przewiduje jakiejkolwiek rejonizacji podstawowej opieki zdrowotnej. Nie przewiduje on również obowiązku przynależności pacjenta do jakiejkolwiek poradni lekarza rodzinnego. Tym samym osoby dotychczas zdrowe, które nie złożyły jakiejkolwiek deklaracji wyboru lekarza rodzinnego a które zmarły w sposób naturalny stanowią niemałą zagwozdkę…

Rodziny lub osoby bliskie a także nader często niektóre instytucje jak opieka społeczna, policja, czy straż pożarna próbują zepchnąć problem stwierdzenia zgonu na zespoły ratownictwa medycznego. Jak wspomniałem wcześniej, wystarczy subtelna zmiana powodu wezwania aby na miejsce przybyło pogotowie co jednak w żaden sposób nie rozwiązuje sytuacji. Zespół rozpoznając pewne oznaki śmierci stwierdza, że stan nagłego zagrożenia zdrowotnego nie występuje odstępując na tej podstawie od medycznych czynności ratunkowych. Mimo, że postawiono w ten sposób rozpoznanie medyczne, nie doszło do stwierdzenia zgonu z punktu formalno-administracyjnego.

Sposobów na rozwiązanie problemu jest tyle, co województw w Polsce. W niektórych rejonach podstawowe zespoły ratownictwa medycznego, mimo pewnych oznak śmierci podejmują czynności resuscytacyjne dopuszczając się w ten sposób poniekąd bezczeszczenia zwłok i wzywają zespół specjalistyczny. Przybyły w nim lekarz odstępuje od z góry nieskutecznej resuscytacji stwierdzając zgon i pozostawiając odpowiednie dokumenty. W innych natomiast województwach występuje funkcja lekarza wyznaczonego do stwierdzania zgonu, który bywa niesłusznie nazywany “koronerem”. Przybyły do ewidentnego zgonu zespół pogotowia ratunkowego pozostawia przy ciele zapis EKG oraz kartę informacyjną (nie może pozostawić Karty Medycznych Czynności Ratunkowych) a następnie sam lub rodzina wzywa “lekarza koronera”. Ten po przybyciu na miejsce dokonuje oględzin ciała pozostawiając stosowne dokumenty. Wydaje się, że druga opcja jest właściwszym sposobem rozwiązania problemu, który mimo iż nie obciąża systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego generuje koszty. Mimo to, zamiast prób umożliwienia ratownikom medycznym stwierdzania zgonu co Ministerstwo Zdrowia chce uczynić w najbliższej nowelizacji ustawy, jestem zwolennikiem wprowadzenia tego rozwiązania w całym kraju.

Czy Ministerstwo Zdrowia zna przepisy, które samo tworzy?

Ministerstwo Zdrowia w załączonym na wstępie piśmie koncentruje się na przypadkach rzadkich, kiedy to zespół podstawowy transportując pacjenta do szpitala rozpoznaje nagłe zatrzymanie krążenia i po pewnym czasie prowadzenia resuscytacji np. z powodu utrzymującej się ponad godzinę asystolii odstępuje od dalszych medycznych czynności ratunkowych. Przyznam szczerze, że pracując ponad dziesięć lat w zespole podstawowym nie znam ratownika medycznego, który by to uczynił! Autorzy pisma w opisanej sytuacji polecają przewiezienie ciała do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego celem formalno-administracyjnego stwierdzenia zgonu. Ot, jedną kartką papieru osoby odpowiedzialne za organizację systemu zamieniły karetki w karawany!

Wydaje się, że zapomniano przy tym o kilku faktach. Szpitalny Oddział Ratunkowy zgodnie z art. 32 ust. 1 ustawy z dnia 8 września 2006 roku o Państwowym Ratownictwie Medycznym (Dz.U. 2006, nr 191, poz. 1410, ze zm. późn.) jest jednostką systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego. Natomiast w art. 1 cytowanej ustawy określono jasno, że wspomniany system stworzono w celu cyt.: “[…] realizacji zadań państwa polegających na zapewnieniu pomocy każdej osobie znajdującej się w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego […]“. Czy osoba, u której odstąpiono od medycznych czynności ratunkowych z powodu utrzymującej się asystolii (lub nawet linii izoelektrycznej) jest w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego? Znając jego ustawową definicję określoną w art 3 pkt. 8 ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym: nie wydaje mi się! Tak też w piśmie z 29 grudnia 2017 roku Ministerstwo Zdrowia zmusza szpitalne oddziały ratunkowe do realizacji zadań wykraczających poza cel funkcjonowania systemu. Na domiar złego dzieje się to w czasie, gdy w niektórych regionach Polski piętrzą się kolejki ambulansów pod SOR’ami a dziury grafikowe powodowane wypowiadaniem klauzul opt-out przypominają ser szwajcarski. Osobiście powiem, że nie chciałbym być w ratownikiem, który przywiezie do SOR zgon prosząc lekarza dyżurnego o jego formalno-administracyjne stwierdzenie…

Tagged with:     , ,

About the author /


3
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
PawełAdministratorAdam Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Paweł
Gość
Paweł

,,pozostawia przy ciele zapis EKG oraz kartę informacyjną (nie może pozostawić Karty Medycznych Czynności Ratunkowych)” Jak te karty informacyjne wyglądają ? Bo u mnie się tego nie spotyka.

Adam
Gość
Adam

Niektore ZRM przywoza zwloki na SOR i zaczynaja RKO pod wiata szpitala. Pozniej twierdza ze NZK nastapilo w tym momencie, a wczesniej byl ROSC. Ale przy znamionach pewnych smierci to nie przejdzie – no chyba ze lekarz bedzie ślepcem.